czwartek, 26 kwietnia 2018
Myślę z daleka o tym co we mnie nie skończyło się jeszcze.
Bezradnie czekam ciągle na coś.
Niosę ze sobą niespójności garść.
Pięści zaciskają się przed czarną ścianą i nie wiem czy iść mam po co, gdy w ustach tylko papieros się tli.
Biała przestrzeń, puste oczy i strach.
Wszystko co mam, to kilka ran na kolanie.
piątek, 20 kwietnia 2018
niedziela, 12 listopada 2017
Rozmazują mi się oczy moje. Zmęczone dłonie trzymają czas. W nas jest coś więcej. Biegnę przez tłum pijany, a Ty wołasz mnie. Nie wiem czemu imię mam obce i myśli gonitwę. Urwany rytm i kręcę się w kółko. Podnoszę ciężkie ręce do góry i pije do dna. Bo dnia szkoda, bo nie żyje się wiecznie, bo zła jest moja natura. Nie wiesz o tym, ale padał deszcz. I słońca nie było dnia następnego, gdy oczy moje znów rozmazane były od łez. To nie był deszcz.
poniedziałek, 16 października 2017
„Cały świat ma tyle barw, a jeden koniec.”
Jak byłam mała chciałam być samolotem. Chciałam też mieć plac zabaw przed domem i zamieszkać zimą w iglo. Chciałam zostać mechanikiem i czerwonym Fordem Mustangiem GT zwiedzić świat. Myślałam, że linie na chodniku poparzą moje stopy. Chciałam, żeby chmury były na wyciągnięcie ręki, tak żebym mogła na nich siadać. Chciałam, żeby moje włosy naturalnie sie kręciły. Chciałam pisać wiersze, pięknie tańczyć i grać na fortepianie. Jak byłam mała wierzyłam w miłość. Chociaż nie do końca wiedziałam czym ona tak naprawdę jest. Wierzyłam też, że któregoś dnia dobiegnę do tęczy i sprawdzę gdzie jest jej koniec. Dobiegłam. To moment, w którym zdałam sobie sprawę, że nigdy nie usiądę na chmurze, moje włosy nigdy nie będą kręcić sie idealnie, a ja nigdy nie będę samolotem i nic sie nie stanie, kiedy nadepne na linie chodnika. Ale dalej mogę wierzyć w miłość. Chociaż nie jestem pewna czy już wiem, czym ona jest.
czwartek, 31 sierpnia 2017
Tracę grunt pod nogami i pewność. I mam w oczach strach. Znów czuje się całkiem mała. Zupełnie jak wtedy, gdy nie było go w domu i kiedy całkowicie bez sił upadał na podłogę, a jej słowa nie pomagały w żaden sposób. Wiem, że on dziś czuje się całkiem dobrze, ja.. nie za bardzo. I chciałabym w końcu zobaczyć, jak szczerze uśmiecha się moimi oczami, ale jest za daleko.
Siadam obok niej, gorące powietrze parzy moją skróre, ale dłonie trzęsą się trochę za mocno. Odpalam papierosa. Drży mi głos, gdy odpowiadam na dość banalne pytania. Jej oczy są całkiem spokojne i rozprasza mnie to jeszcze bardziej. Słyszę łagodny ton jej głosu, ale wcale mnie to nie uspokaja. Staram się wydusić z siebie wszystko, wyrzucić cały ten gniew i jakieś obawy. Cisza. Nagle okazuje się, że mam w sobie o wiele więcej barw niż czerń. O wiele więcej emocji niż złość. Zabiera ode mnie cały mój bałagan i wszystko powoli zaczyna być dość lekkie. I czuje w sobie odrobine spokoju, którego tak bardzo było mi brak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)