czwartek, 31 sierpnia 2017


Tracę grunt pod nogami i pewność. I mam w oczach strach. Znów czuje się całkiem mała. Zupełnie jak wtedy, gdy nie było go w domu i kiedy całkowicie bez sił upadał na podłogę, a jej słowa nie pomagały w żaden sposób. Wiem, że on dziś czuje się całkiem dobrze, ja.. nie za bardzo. I chciałabym w końcu zobaczyć, jak szczerze uśmiecha się moimi oczami, ale jest za daleko.
Siadam obok niej, gorące powietrze parzy moją skróre, ale dłonie trzęsą się trochę za mocno. Odpalam papierosa. Drży mi głos, gdy odpowiadam na dość banalne pytania. Jej oczy są całkiem spokojne i rozprasza mnie to jeszcze bardziej. Słyszę łagodny ton jej głosu, ale wcale mnie to nie uspokaja. Staram się wydusić z siebie wszystko, wyrzucić cały ten gniew i jakieś obawy. Cisza. Nagle okazuje się, że mam w sobie o wiele więcej barw niż czerń. O wiele więcej emocji niż złość. Zabiera ode mnie cały mój bałagan i wszystko powoli zaczyna być dość lekkie. I czuje w sobie odrobine spokoju, którego tak bardzo było mi brak.

środa, 28 czerwca 2017



Pojawiła się nagle, niespodziewanie. Nie chciałam mieć jej obok. To odpowiedzialność. A ja nigdy nie byłam odpowiedzialna. Była niebezpieczna. Dość odległa, ale była przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałam. Razem byłyśmy jak superbohaterowie, o których w dzieciństwie opowiadała mi mama. Miasto nocą należało do nas. Zwiedzałyśmy razem kluby, unosząc się ponad parkiet. Piłyśmy kolorowe drinki, nie znając limitu. Uzależniła mnie swoją obecnością za bardzo. Czułam, ze mam wszystko, gdy trzymałam ja w dłoniach i czułam spokój, gdy pochylałam się nad nią. Miała przewagę, bo miała w sobie siłe, której mi brakowało. Doskonale wiedziała co zrobić, żebym poczuła się lepiej. Oddychałyśmy powietrzem zatrutego miasta, paląc te same papierosy. Trzymała moje życie w garści. Chorowała na bezsenność, a ja nie potrafiłam być z nią przez cały ten czas. Upadłam, nie pomogła mi wstać. Razem ze mną na sam dół spadło moje zaufanie do niej. Uciekłam.


niedziela, 11 czerwca 2017


Cisza i spokój. Czuje jak cała ta pustka wewnątrz obija sie o krawiedzie mojego ciała. Wypływa przez oczy, jakby chciała zmazać kolor tęczówek. Ale rozmazuje tylko idealnie pomalowane rzęsy i cały mechanizm poranka zaczynam od nowa.


"W tłumie też jesteśmy sami."


sobota, 6 maja 2017

"Los jutro znowu zabierze Cię nigdzie."


Dalej idę przed siebie, a zimny wiatr wieje mi prosto w twarz. Patrzę na swoje roztrzęsione dłonie i paznokcie bez koloru i wiem już, że wcale nie idę, a biegnę. Może dlatego wszystko ostatnio wypada mi z rąk. Uciekam od tej nieznośnej ciszy w sam środek tłumu ludzi. Wszędzie znajome twarze. Zatrzymuje sie, próbując uspokoić swój oddech. Biorę głęboki wdech. Zimne powietrze drapie mnie w gardło, zatrzymuje sie w klatce piersiowej ściskając moje serce i mam wrażenie, że za chwile pęknie. W myślach znów Cię przytulam. W moich myślach znów widzę jak stoisz w drzwiach mojego pokoju. To nic takiego. Podobno powtarzam schematy. Zastanawiam sie nad tym przez krótka chwile i rzeczywiście tak jest. Znów jakiś nieporządek w głowie. Zostawiam na chwile cały ten bałagan, wychodzę. Podajemy sobie dłonie, by poznać się w jakiś normalny sposób. Tylko, że ja wcale nie chce jej poznawać. Odwracam wzrok, bo nie chce patrzeć w jej puste, duże źrenice. Odsuwam sie, bo nie chce czuć jak dotyka mnie jej zimna, obca dłoń. Słucham naszych wersów, przypominając sobie mały zatłoczony klub i wiesz.. chciałabym tam wrócić. Przewijam te obrazy wielokrotnie, szukając Cię w tłumie, chociaż wiem, że wcale Cię tu nie znajdę. Ciebie tu nie ma. Mnie też już nie ma. Jedyna rzecz, która jest naprawdę ważna, to sprawić, żeby życie miało sens. Ja ten sens zgubiłam. 

sobota, 29 kwietnia 2017



Drzwi sie zamykają i zostaje tu całkiem sama. Nie wiem czy denerwuje mnie ta cisza czy moje myśli. Znów uciekam za bardzo, zabierając ze sobą wszystko co niewłaściwe. Powtarzam sobie, ze ten raz będzie ostatni. Tylko, że ostatnio tez tak mówiłam. Pustka. Totalnie nic się nie dzieje. Nic w moim środku. Później czytam kilka dobrze dobranych ze sobą słów i mocno trafia to w moje serce. A wiec tak sie to wszystko kończy.. w ciszy. Co jeśli to jedna z tych przysłowiowych ciszy przed burzą? Nie zastanawiam sie, żyje. 

"Stateczność ucieka mi z rąk, jak spod nóg beton."