środa, 1 marca 2017



Powietrze jest lekkie i wydaje mi sie, ze wcale nie idę, a unoszę sie nad ziemia. Łapie chwile, a chwile pózniej zastanawiam sie czy to właściwe. I chociaż pozmieniało sie tyle, to kroki wciąż stawiam w tym samym punkcie. Nie lubię być sama. Cząstki siebie zostawiam wszędzie tam gdzie sie pojawiam. Przestałam czekać na dzień, w którym będę cała w jednym miejscu, po prostu. A może po prostu mam nadzieje, ze kiedyś tak sie stanie. Jesteś ze mną codziennie, chociaż nie mogę Cię dotknąć i nie wiem czy pamietam kształt Twoich dłoni. Ostatnio mało rzeczy wiem. Mieszam czerwone wino z białym i już bardzo dobrze znam te wieczory. Wcale mi to nie przeszkadza, chociaż teoretycznie powinno. Praktycznie bardzo dużo się uśmiecham. Niepotrzebnie. Podobno. Lub niewłaściwie. "Są trzy wersje: moja, wasza i ta prawdziwa. I przez to znowu nie wiem, w co mam wierzyć już"

wtorek, 24 stycznia 2017


Jest dość późno. Przyzwyczaiłam sie wracać do mieszkania o tej godzinie. Lub nie wracać wcale. Zawsze tak było. Za bardzo przyzwyczaiłam sie do ludzi. Chociaż, podobno, to oni przyzwyczaili sie, ze zawsze jestem dla nich, od tak. Znowu ten most i oświetlone miasto odbijające sie w Wiśle. Chyba juz zawsze będzie zachwycał mnie ten widok. Jak za pierwszym razem, gdy jechałam z nią autem i któryś z kolei, gdy odwoziła mnie do domu. Nawet teraz, gdy jadę sama pustym autobusem. Myśle, ze zima mogłaby się w końcu skończyć. Nie tylko ta na dworze, ale tez ta, która oplata moje serce. To jak spacer po linie. Jeden mały krok w lewo i spadam na sam dół. Tak samo w prawo. Jest straszna mgła i nie widzę nic więcej prócz rozmazanych drzew. Siedzę w oknie i nawet nie jest mi już tak bardzo zimno. Patrzę kolejny raz na wiadomości. Odświeżam kilka razy, bo wiem, ze i tak tam będziesz. I już nie wiem co to znaczy, że uśmiecham się gdy piszesz. Podobno każda osoba wnosi coś do naszego życia. Teraz wiem, ze pojawiłaś sie, bo jako jedyna miałaś sile, by zdjąć ze mnie pięćdziesiąt kilogramów i milion pytań 'co by było gdyby'. Myślami wracam do domu. Jest tak dobrze, bo wszyscy się śmieją. Ale przecież dobrze wiem, ze wcale nie jest dobrze. W półsłowie gubię sens, bo nic nie ma znaczenia i staje sie nagle oczywiste, że nie jest ważne co sie u mnie dzieje. Spacerujemy i zatrzymuje sie, bo chciałabym tu zostać do rana, patrzeć na gwiazdy, które na codzień zabierają mi warszawskie wieżowce. Chyba nie jest to dobre miejsce. Ale, podobno, wszędzie dobrze tam gdzie mnie nie ma.



"Nie mam pojęcia gdzie będę stać za moment,
bo zaczynam łapać wiatr, gdy wszystko wokół mnie płonie."

czwartek, 15 grudnia 2016



Ciągle pamiętam ten dym. To małe zadymione pomieszczenie. I hałas. Co chwile zmieniające się twarze i Twoje oczy. To wszystko jest jakieś inne. Nagle. "Już nie ma mnie jak dawniej." Pewnym krokiem idę przed siebie, chociaż czasami jeszcze się potykam. Upadam na podłogę, nie czując w sobie nawet odrobiny siły, by wstać. Wtedy mówię do niej, że jeszcze kiedyś będziemy się z tego śmiać, ale raczej chce przekonać o tym samą siebie. Potem opowiadasz mi swój sen, a ja znów przewijam sobie to wszystko w głowie. To nie był sen. To naprawdę nie był sen. Załamuje mi się głos, ale wiem, że teraz może być tylko lepiej. Chociaż nie, lepiej już było. Teraz może być tylko bezpieczniej.


"W szachach nazywa się to zugzwang, kiedy jednym dobrym ruchem jest brak ruchu."


poniedziałek, 21 listopada 2016

"Trzymam się nisko jak słońce, gdy oczy wreszcie otwieram po kolejnej nocy z tych do zapomnienia."


Wychodzę z miejsca, którego szczerze nienawidzę, by robić rzeczy, których powinnam nienawidzić. Później myślę, że to wcale nie jest takie złe i dość szczerze się uśmiecham. Jestem nieodpowiedzialna i nadmiernie dziecinna, to już wiem. Znam to na pamięć. Jeszcze całkiem niedawno byłam ponad tym. Dziś pierwsza wyciągam  dłoń, by poczuć, że unoszę się kilka centymetrów ponad chodnikiem. "Mój kawałek nieba w mieście, w którym nic się nam nie uda." Ty mnie tego nauczyłaś, pamiętasz? O dziwo, nie mam Ci tego za złe. Niczego nie mam. Pytasz jak się czuję, ale naprawdę sama tego nie wiem. Wszystko jest po coś. Banał, ale jaki prawdziwy, panie Michale.. Oczy mam już całkiem otwarte. Albo całkiem mi się to wydaje. Wydaje mi się też, że nie do końca rozumiem, co to wszystko znaczy. Powoli docierają do mnie słowa, z każdej strony.

"Nie wiem czy umiałbym powtórzyć to i czy bym chciał iść tą drogą jeszcze raz. K u r w a  m a ć, ile można stać i patrzeć."



wtorek, 8 listopada 2016


Czas stanął w miejscu. Patrze na białą ścianę przez całkiem duże źrenice. Zastanawiam się jak wyładować całą złość i cały ten nonsensowny ból. Wybieram złą drogę, która absurdalnie całkiem mi pasuje. Więc to naprawdę się dzieje. Kolejny dzień. Zapominam już, który to z kolei. Zatem to nie czas stoi w miejscu, tylko ja. Okazuje się, że czas nie jest jedyną rzeczą, której nie jestem w stanie zatrzymać. Dłonie prowadzą mnie przez Twoje myśli, a Twój wzrok przeszywa mnie na wskroś. Czuje jak dotykasz mnie od środka i wiem doskonale co chcesz, żebym zrobiła. Stawiam kolejny krok, ale to i tak ciągle za mało. Ze strachu znów zaciskasz pięści, a ja jestem już do przesady dziurawa. Nie chce już tego wszystkiego. Chociaż wszystko tak naprawdę jest niczym. Więc, nie chcę już niczego.